Zmęczony mężczyzna – 12

Zmęczony mężczyzna zasnął przed telewizorem. Śniło mu się, że unosił się wraz z fotelem nad domem. Z góry patrzył na dach swojego domu, na domy sąsiadów i całe osiedle. Ponieważ wznosił się coraz wyżej i wyżej, widział coraz większą przestrzeń.

W pewnej chwili zrobiło mu się bardzo zimno. Spojrzał w górę i zobaczył czarne chmury zbierające się nad Ziemią. Po chwili cała kraina, której się przed chwilą przyglądał, znalazła się w ciemnościach. Już nie widział swojego domu, osiedla, swojego kraju. Zobaczył, jak czerń otoczyła całą Ziemię, a nawet jakby ją przenikała.

Ze zdumieniem poczuł, jak mróz zaczął ściskać jego serce, żołądek i jelita, a głowę otoczyła zimna metalowa obręcz, która utrudniała myślenie. Początkowo wpadł w panikę, a wtedy obręcz zacisnęła się jeszcze mocniej. Zanim pomyślał, już zadziałał stary wypracowany przez lata nawyk i… zaczął głębiej i spokojniej oddychać. Zawsze – gdy był zdenerwowany, zdezorientowany lub niezdecydowany – wyrównywał oddech, by po chwili zadać sobie pytanie – „Co teraz mogę zrobić?”.

Tym razem też to pomogło. Oddychał coraz spokojniej, a obręcz trochę poluzowała. Zmniejszyło się też zimno odczuwane w ciele. Zadał pytanie i czekał na odpowiedź. Przyszła wkrótce, choć trochę go zdziwiła. Przyjął ją jednak i zaczął się modlić – po raz pierwszy od bardzo, bardzo długiego czasu.

Modlił się żarliwie, gorąco – jak nigdy przedtem. Zatracił poczucie czasu. Gdy je odzyskał, zauważył, że czerń miejscami blakła i przerzedzała się. W szarych smugach otaczających Ziemię zobaczył swój dom. Fotel lekko opadał w dół. Mężczyzna zobaczył, jak szarość znikała, a jego dom rozświetlił się i był jedynym jasnym punktem na Ziemi.

Modlił się dalej i po chwili światło zaczęło rozlewać się na sąsiednie domy, tworząc świetlistą wyspę w ciemnościach otaczających Ziemię. Wtedy z żalem pomyślał, że jest sam. Ile dobrego mogłoby się stać, gdyby więcej osób się modliło? Szybko jednak otrząsnął się z tego żalu i skupił się na dalszej modlitwie płynącej prosto z serca. Modlił się, mając nadzieję, że inni też kiedyś dołączą.

Autor: Ewa Damentka