Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…
Zwykle tak się dzieje w kochających się rodzinach. Działo się od dawna i zawsze będzie się dziać…
Cóż, wypada życzyć, żeby jak najwięcej kochających rodzin było na świecie, żeby ich dzieci mogły w nich rosnąć, dojrzewać, zdrowo się rozwijać i… żeby miały na to warunki.
Marzę o tym, gdy oglądam lub czytam najnowsze doniesienia z Syrii i innych krajów ogarniętym wojną… Mam nadzieję, że kiedyś to wszystko się zakończy. Może wtedy ludzie dorosną, nie wiem…
Przykro byłoby myśleć, że wojny są normą, że zawsze były, są i będą… Więc myślę sobie, że mogę pielęgnować nadzieję na pokój i pokojowe rozwiązywanie problemów.
Jeśli będę ją pielęgnować, może przyjdzie do głowy pomysł, co mogę zrobić, by tak się stało… Jeśli więcej ludzi będzie tę nadzieję pielęgnować – będzie więcej pomysłów. Na początku pewnie malutkich, ale będą rosły – w ilość, w siłę i skuteczność…
Autor: Ewa Damentka