Kiedyś dawno dawno temu – 63

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

Zwykle tak się dzieje w kochających się rodzinach. Działo się od dawna i zawsze będzie się dziać…

Cóż, wypada życzyć, żeby jak najwięcej kochających rodzin było na świecie, żeby ich dzieci mogły w nich rosnąć, dojrzewać, zdrowo się rozwijać i… żeby miały na to warunki.

Marzę o tym, gdy oglądam lub czytam najnowsze doniesienia z Syrii i innych krajów ogarniętym wojną… Mam nadzieję, że kiedyś to wszystko się zakończy. Może wtedy ludzie dorosną, nie wiem…

Przykro byłoby myśleć, że wojny są normą, że zawsze były, są i będą… Więc myślę sobie, że mogę pielęgnować nadzieję na pokój i pokojowe rozwiązywanie problemów.

Jeśli będę ją pielęgnować, może przyjdzie do głowy pomysł, co mogę zrobić, by tak się stało… Jeśli więcej ludzi będzie tę nadzieję pielęgnować – będzie więcej pomysłów. Na początku pewnie malutkich, ale będą rosły – w ilość, w siłę i skuteczność…

Autor: Ewa Damentka

Kiedyś dawno dawno temu – 62

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu… To cudowne być jego ojcem… widzieć swojego pierworodnego… snuć marzenia i je realizować.

Tata czuł, że przepełnia go dodatkowa siła, że uruchamiają się dotąd nieznane mu pokłady energii i wytrzymałości. Nie wiedział, co go czeka, ale przepełniała go gotowość i pewność, że będzie się starał, że da z siebie wszystko…

A dziecko tymczasem zasnęło, nieświadome wzruszeń, jakie przysparza swoim rodzicom.

dla Taty Maleństwa napisała Ewa Damentka

Kiedyś dawno dawno temu – 61

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.

Nadzieję trzeba mieć, ale trzeba od razu zacząć działać.

Tylko co w tej chwili miałby konkretnie robić? Dziecko spało, było nakarmione.

Powiedział więc kilka ciepłych słów swojej żonie i położył się. Układał plan na następny dzień i na nadchodzący tydzień.

Następnego dnia ów ojciec obudził się wypoczęty i ze świadomością, że planować trzeba, ale też zawsze trzeba zostawić jakiś margines na rzeczy nieprzewidziane.

Autor: Adam

Kiedyś dawno dawno temu – 60

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. Czuł się zrealizowany, ale rozsądek podpowiadał, że przygoda dopiero się zaczyna. Radość i spokój dobrze wpływały jednak na plany najbliższych dni. Wielkich atrakcji nie będzie, bardziej radość dnia codziennego i oczekiwanie na kolejne etapy rozwoju w życiu dziecka.

dla Taty Maleństwa napisał Adam

Kiedyś dawno dawno temu – 59

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu, że wyrośnie na mądrego i dobrego człowieka, który będzie patrzył na ludzi i na świat Sercem. Dla którego będzie ważne nie tylko jego dobro, ale także dobro ludzi.

dla Taty Maleństwa napisała Danuta Majorkiewicz

Mróz malował – 42

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…

Mróz-Czarodziej cieszył się, gdy ludzie bawili się jego dziełami i ozdabiali je swoimi okrągłymi jeziorkami. Lubił ludzi i lubił tworzyć coraz to nowe lodowe obrazy na ich szybach. Czuł się wtedy potrzebny. To go uskrzydlało i wówczas nie tylko malował…

W nocy zakradał się do sypialni artystów i podsuwał im pomysły na nowe obrazy, film, muzykę… Czasem nawet dyktował im teksty wierszy i piosenek… A rano, gdy się budzili, widzieli na swoich oknach nowe piękne, mroźne, lodowe kwiaty.

Autor: Ewa Damentka

Mróz malował – 41

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz, a tam, na lodowisku, kolorowo ubrani łyżwiarze, śmiejąc się radośnie, żwawo jeździli na łyżwach. Z głośników płynęła muzyka zachęcająca do ruchu i żartów. W domu było ciepło i przytulnie. W garnku wesoło gotowały się warzywa do obiadu, na którym zaraz spotkam się z rodziną i przyjaciółmi.

Autor: Grażyna