Wilk przymrużył oczy i uważnie wpatrywał się w idącą leśną ścieżką dziewczynkę w czerwonym kapturku. Zaniepokoiło go, że mała znalazła się w jego rewirze, bo nie lubił Czerwonych Kapturków.
Poprawka – lubił Czerwone Kapturki, ale zanim mógł się do nich dobrać, musiał najpierw zjeść ich babcie. A te bywały różne – chude, łykowate lub grube, tłuste i wodniste – przeważnie wszystkie były niesmaczne.
Miał po nich wielotygodniowe niestrawności. Kąski małego, soczystego Czerwonego Kapturka były przepyszne, ale niestrawność po zjedzeniu babci była coraz większa. No i ten myśliwy, który zjawia się coraz częściej…
Wilk mocniej przymrużył oczy i wpatrując się w Czerwonego Kapturka, toczył ze sobą wewnętrzną walkę – ulec pierwotnemu instynktowi i podejść do Kapturka, czy rozsądkowi, który podsuwał obraz niesmacznej babci.
Gdy Czerwony Kapturek zbliżył się do wilka na kilka kroków, wilk odwrócił się i odszedł, żeby zapolować na zająca. Długouchy i długoskoki jednak bez wątpienia jest smaczniejszy od starej babci…
Czerwony Kapturek poszedł swoją drogą, nie mając nawet pojęcia, że ominęła go możliwość zaistnienia w baśni i zyskania niezwykłej popularności z tym związanej.
Autor: Ewa Damentka