Rozlewiska rzeki lśniły – 25

Rozlewiska rzeki lśniły w świetle księżyca. Srebrnym blaskiem oświetlone były również sylwetki kąpiących się dziewcząt. Przyglądała się im z dużą przyjemnością pewna dziewczyna, która zerkała na nie od czasu do czasu podczas rozmowy z inną dziewczyną i młodym mężczyzną – opiekunem kąpiącej się młodzieży. Prowadził obóz naukowy mikrobiologów, a dwie młode dziewczyny były wizytatorkami z ramienia uczelni. Wyraźnie widać było, że jedna z nich chętnie dołączyłaby do grupy pluskającej się w rzece, jednak grzeczność nakazywała jej dalej prowadzić rozmowę…

Całą scenę obserwowali z ukrycia nauczyciele Szkoły Czarowania. Za zgodą Kokoryczki (młodej wizytatorki), przenieśli się do jej wspomnienia, żeby poznać tajemnicę jej świata. Kokoryczka wielokrotnie ich zaskakiwała – nie miała ani odrobiny czarodziejskich zdolności, nie umiała posługiwać się magią – nawet jeśli ta była dostępna, a jednak trafiła do ich szkoły i coraz częściej zachowywała się tak, jak zachowałaby się wróżka lub czarodziej. Często zauważała też rzeczy, które powinni widzieć tylko czarodzieje…

Teraz, nauczyciele, dalej obserwując Kokoryczkę, otworzyli swoje zmysły na świat, z którego pochodziła. Dźwięki, zapachy, smaki, dotyk, wrażenia… Chłonęli i przetwarzali zebrane informacje. Pomagał im Głos nadzorujący cały eksperyment.

– Chyba rozumiem tajemnicę Kokoryczki – szepnęła Babcia Jaga, dając jednocześnie znak Głosowi, by przeniósł ją z powrotem do Szkoły Czarowania. Jęczydusza i Merlin poszli jej śladem. Tylko Jenczy pozostała trochę dłużej w świecie Kokoryczki, jednak i ona za chwilę dołączyła do pozostałych. Była wyraźnie wzruszona.

– Tam jest tyle piękna, że aż chce się płakać z radości – szepnęła, z trudem opanowując wzruszenie.

– To piękno nadaje scenie Kokoryczka, czy jest to cecha jej świata? – zainteresował się Merlin, uważnie przyglądając się Jenczy.

– To chyba cecha jej świata – mruknął zamyślony Głos – jest tam wiele harmonii i niewymuszonego piękna. Ludziom trudno będzie to zepsuć.

– Przecież już psują – zdziwiła się Jęczydusza

– Coś niezwykłego jest w tej planecie – powiedziała Babcia Jaga – To tak, jakby Ziemia sama broniła się przed zepsuciem i obdarowywała swoich mieszkańców prawdziwymi łaskami.

– Wszystkich? – zapytał rzeczowo Merlin.

– Być może tylko tych, którzy są w stanie je przyjąć – odezwał się Głos.

– Być może…, w każdym razie jestem już przekonana, że Kokoryczka jest bezpieczna i nadal możemy ją gościć w naszej szkole. Na pewno nie sprowadzi na nas żadnego niebezpieczeństwa – skomentowała Babcia Jaga

– Zgadzam się z tobą – potwierdził Głos i zapytał – czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości?

Wszyscy pokręcili przecząco głowami i wpatrywali nadal w piękną scenę z kąpiącymi się dziewczynami.

– Wyczuwam w Kokoryczce jakiś żal związany z tym wydarzeniem – szepnęła Jęczydusza.

– Sama o tym wspomniała – z rozczuleniem skomentowała Babcia Jaga.

– Taaak?

– Pytała mnie, czy mogłaby zdobyć trochę czarodziejskich zdolności, bo chciałaby namalować dwa obrazy – młodą brzózkę tańczącą na wietrze oraz dziewczęta kąpiące się w świetle księżyca…

– Myślę, że namaluje te obrazy… Czary nie są jej potrzebne… chyba nie… – szepnęła Jenczy, która też nie odrywała wzroku od kąpiących się sylwetek i całej scenie przyglądała się z dużą przyjemnością…

Autor: Archiwista SC

Rozlewiska rzeki lśniły – 22

Rozlewiska rzeki lśniły w świetle księżyca. Srebrnym blaskiem oświetlone były również sylwetki kąpiących się spóźnionych nieco kajakarzy. Ich kąpiel nie była zaplanowana, wynikła raczej ze zbyt szybkiego zwrotu akcji toczącej się w kajaku i niezrozumienia się załogi. Jej efektem była wywrotka, wodowanie, zmoczenie wszystkiego do suchej nitki i strata elektronicznych nośników pamięci i komunikacji ze światem. Za chwilę będą łapać „stopa”. Jeśli ich spotkacie, zabierzcie do bazy i pożyczcie telefon…

Autor: Ewa Majewska

Rozlewiska rzeki lśniły – 21

Rozlewiska rzeki lśniły w świetle księżyca. Srebrnym blaskiem oświetlone były również sylwetki kąpiących się słoni. Całe stado korzystało z kojącego chłodu rzeki, ciepłego powietrza i srebrnego blasku księżyca, który dodawał tej scenie trochę tajemniczości. Srebrem barwione kontury zwierząt poruszały się dostojnie. Czasem małe słoniątko podskoczyło, trzymając trąbę do góry, żeby złapać trochę srebrnej poświaty…

Całą scenę obserwował brodaty badacz, który ukrył się w krzakach, żeby nie płoszyć zwierząt. Zmęczony upałem też chętnie skorzystałby z uroków rzeki, jej chłodu i światła księżyca, ale nie chciał wyjść z kryjówki. To było jedno z ostatnich stad żyjących na wolności. Postanowił zrobić trochę zdjęć. Umościł się wygodnie, otworzył aparat i zaczął fotografować słonie, ładnie kadrując ich sylwetki i rzekę spowitą srebrną poświatą.

Autor: Ewa Damentka