Ptasie trele rozlegały się wszędzie. Słychać je było w lesie, na łące, również w mieście – w mieszkaniach i biurach. Radosny świergot czasem zacinał się i jedynie wtedy można było poznać, że dźwięki natury dobywają się z głośników na wieżach kontrolnych. Nie trzeba było jednak wsłuchiwać się w odtwarzany w kółko ptasi śpiew, by zauważyć brak śpiewaków. Wystarczyło rozejrzeć się po okolicy, gdzie już od dawna, poza szumem zmutowanych roślin i rzadkim jazgotem zginającej się stali szkieletów pogrążonych w gruzach, stopniowo przejmowanych przez zieleń dzikszą niż kiedykolwiek, nie było słychać absolutnie nic.
Autor: Justyna Czekała