Za górami za lasami – 16

Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami rosło zagęszczenie ludzkości na metrze kwadratowym, co wywoływało zrozumiałą frustrację. „Napijmy się herbaty” – zaproponował mały chłopiec. Po przerwie na herbatę rozluźnione umysły znalazły nowe rozwiązania.. Jest ich zawsze dużo więcej, niż myślisz…

Autor: Ewa Majewska

Kiedyś dawno dawno temu – 59

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu, że wyrośnie na mądrego i dobrego człowieka, który będzie patrzył na ludzi i na świat Sercem. Dla którego będzie ważne nie tylko jego dobro, ale także dobro ludzi.

dla Taty Maleństwa napisała Danuta Majorkiewicz

Za górami za lasami – 15

Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami rosło rozłożyste, choć nieco zwichrowane drzewo o chropowatej korze i purpurowych liściach. Latem słońce przeświecało przez cienkie czerwone żyłki i drzewo mieniło się na wietrze odcieniami rdzy, cynobru i szkarłatu. Zimą czerwień w zwolnionym tempie opadała na śnieg, a soki pod chłodną korą przestawały krążyć i drzewo sprawiało wrażenie, jakby usychało na dobre. Ale potem zawsze następowało kolejne lato i drzewo szumiało rudą koroną, co roku większe i mocniejsze.

Autor: Justyna Czekała

Mróz malował – 42

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…

Mróz-Czarodziej cieszył się, gdy ludzie bawili się jego dziełami i ozdabiali je swoimi okrągłymi jeziorkami. Lubił ludzi i lubił tworzyć coraz to nowe lodowe obrazy na ich szybach. Czuł się wtedy potrzebny. To go uskrzydlało i wówczas nie tylko malował…

W nocy zakradał się do sypialni artystów i podsuwał im pomysły na nowe obrazy, film, muzykę… Czasem nawet dyktował im teksty wierszy i piosenek… A rano, gdy się budzili, widzieli na swoich oknach nowe piękne, mroźne, lodowe kwiaty.

Autor: Ewa Damentka

Za górami za lasami – 14

Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami rosło zioło nazywane elipsą. Tylko nieliczni Indianie rozpoznawali to zioło, które było bardzo podobne do trawy.

Zioło działało tylko w połączeniu i to w odpowiedniej proporcji z innymi ziołami.

Do miejsca, w którym rosło zioło, prowadziła dróżka przez głęboką i szeroką rzekę.

Tylko starsi ludzie znali jedno miejsce tuż przy dużym głazie, gdzie człowiek bezpiecznie mógł przejść na drugą stronę rzeki.

Tylko kilkudniowy czas był dobry, aby zerwać elipsę, by nadawała się ona do przetworzenia.

Autor: Adam

Przyszło nowe – 32

Przyszło nowe. Jedna chwila wystarczyła, by świat się zmienił. Porzucono w jednej chwili nowoczesne technologie, we wszelkich przejawach, i na nowo zaczęto smakować życie. Odżyły gry planszowe, karty i kości, powolne spacery i długie rozmowy przy kominkach oraz wiele, wiele innych zwykłych czynności, które, wbrew pozorom, przynosiły radość i zdrowie, wyrabiając przy tym hart ducha, odwagę i odporność psychiczną.

Autor: Ewa Majewska

Za górami za lasami – 13

Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami rosło ziarenko. Nikt nie wiedział, skąd się tam wzięło, a i ono samo już o to nie pytało. Pewnego dnia obudziło się na środku wielkiej płaskiej skały i postanowiło wbrew wszystkiemu na niej wyrosnąć. Czasem rozgrzany na słońcu kamień grzał ziarenko przyjemnie, a czasem mocno piekł. Deszcz raz padał i podlewał je obficie, innym razem odmawiał nawet kropli wody. Wiatr smagał je za to zawsze tak samo bezwzględnie, jak tylko wiatr potrafi smagać szczyty skał i wszystko, co się na nich znajduje. Ziarenko długo po prostu tam leżało i już wydawało się, że nic z niego nie wyrośnie, kiedy pewnego dnia przez jego grubą skórę przebił się na zewnątrz zielony kiełek. I właśnie wtedy wiatr dmuchnął na tyle mocno, że przemieścił ziarenko nieco dalej, na żyzną i wilgotną glebę.

Autor: Justyna Czekała

Mróz malował – 41

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz, a tam, na lodowisku, kolorowo ubrani łyżwiarze, śmiejąc się radośnie, żwawo jeździli na łyżwach. Z głośników płynęła muzyka zachęcająca do ruchu i żartów. W domu było ciepło i przytulnie. W garnku wesoło gotowały się warzywa do obiadu, na którym zaraz spotkam się z rodziną i przyjaciółmi.

Autor: Grażyna