Wesołe światełka – 2

Wesołe światełka oplotły miejskie drzewa, budynki i latarnie. Świąteczny nastrój udzielał się nie tylko przechodniom. Bardzo mocno odczuwały go również babcie oraz dziadkowie. Przeżyli już w swoim życiu wiele świąt, ale mieli też nadzieję, że tegoroczne będą wyjątkowe.

Autor: Adam

Wesołe światełka – 1

Wesołe światełka oplotły miejskie drzewa, budynki i latarnie. Świąteczny nastrój udzielał się nie tylko przechodniom. Bardzo mocno odczuwali go również sprzedawcy. To były ich żniwa. Wesołe światełka obwieszczały, że ludzie będą robić dużo zakupów – jedzenie na święta oraz prezenty dla rodziny i przyjaciół. Sprzedawcy więc zamawiali kolejne partie towarów i cieszyli się, że z tego utargu utrzymają się przez wiele miesięcy.

Autor: Ewa Damentka

Gromadka dzieci – 70

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o trąbie powietrznej, która wędrowała przez świat, przenosząc bohaterów bajek z jednej krainy do innej.

I tak bohaterowie bajek eskimoskich trafili do Afryki, a bohaterowie bajek afrykańskich zostali przeniesieni na Antarktydę. Wymieszane zostały wszystkie opowieści.

Wtedy do pracy zabrali się bajkopisarze, którzy zaczęli porządkować spuściznę rozmaitych kultur. Wydawali antologie legend, baśni, bajek, bajeczek – z różnych czasów i z różnych stron świata.

Bohaterowie bajek powrócili do swoich krain i wszystko wróciło do normy. A dzięki temu, że zobaczyli inne światy, ich własne baśnie stały się bardziej kolorowe i dużo ciekawsze.

„Właśnie dlatego tak chętnie podróżujemy po świecie” – opowiadała babcia, która wiedziała, że już za kilka dni, w Wigilię, dzieci dowiedzą się, że wkrótce, razem z rodzicami, pojadą do Disneylandu pod Paryżem.

dla Maleństwa napisała Ewa Damentka

Droga początkowo łatwa – 28

Droga, początkowo łatwa, stawała się coraz bardziej stroma i momentami zaczynała znikać. Tylko uważny wędrowiec mógł wypatrzeć jej ślady na górskim zboczu. Szczególnie trudno było tuż przed szczytem. Jednak, gdy się go już zdobyło, wzrastał apetyt na dalszą wędrówkę. Na dalsze zdobywanie szczytów, bo wszystko w nas co jest okupione początkową niechęcią, którą następnie pokonujemy i robimy to, na co nie mamy ochoty, to właśnie pokonanie szczytu, przełamanie siebie.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Droga początkowo łatwa – 27

Droga, początkowo łatwa, stawała się coraz bardziej stroma i momentami zaczynała znikać. Tylko uważny wędrowiec mógł wypatrzeć jej ślady na górskim zboczu. Szczególnie trudno było tuż przed szczytem. Jednak, gdy się go już zdobyło, zmęczenie dawało o sobie znać. Symptomy były różne. Między innymi złość lub euforia. Mimo wszystko trzeba było myśleć o powrocie. Nie zawsze powrót jest taki łatwy, jakby się wydawało. Wracać należy możliwie szybko. Nie ma czasu na delektowanie się szczytem. Na beztroskie obserwowanie szczytów gór możemy sobie pozwolić dopiero na dole.

Autor: Adam

Delikatna mgiełka – 63

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły budził się nowy dzień…

Warto wstać przed świtem i zawczasu dojechać w dogodne miejsce, by posłuchać śpiewu skowronka i obejrzeć ten spektakl, jakim jest wschód słońca nad Wisłą. Mam nadzieję, że kiedyś uda Ci się to uda.

dla Maleństwa napisała Ewa Damentka

Droga początkowo łatwa – 26

Droga, początkowo łatwa, stawała się coraz bardziej stroma i momentami zaczynała znikać. Tylko uważny wędrowiec mógł wypatrzeć jej ślady na górskim zboczu. Szczególnie trudno było tuż przed szczytem. Jednak, gdy się go już zdobyło, wszystko wydawało się możliwe. „To dopiero początek mojej drogi” pomyślał wędrowiec, pozdrawiając gestem cały świat.

dla Adama napisał Patisonek

Zmęczony mężczyzna – 40

Zmęczony mężczyzna zasnął przed telewizorem. Śniło mu się, że spada. Był w jakiejś przestrzeni powietrznej. Później gorący wiatr wyniósł go w górę, tak jak lotniarza na paralotni. Następnie mężczyźnie wydawało się, że kropi deszcz. Gdy się obudził, pies lizał jego rękę. Mężczyzna obudził się w ubraniu i nawet się z tego ucieszył, bo właśnie wybiła godzina porannego spaceru.

Autor: Adam