Roztańczona brzózka – 50

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru. Pewnego razu o wschodzie słońca, gdy noc stawała się dniem, nieopodal w małym strumyku brzózka zauważyła, że staje się kobietą. Stało się to tak nagle, że sama nie mogła oderwać oczu od swojego „nowego” oblicza. Zmiana dla niej była ogromna, dla innych niezauważalna. To, co działo się w jej wnętrzu, napełniło ją niewyobrażalną siłą, tym bardziej, że czuła, że za tą przemianę odpowiedzialna jest sama Matka Ziemia. Ta sama, która ją tu sprowadziła, a teraz stała się świadkiem jej przemiany z dziewczynki w kobietę, kobietę którą zawsze pragnęła być.

dla Maleństwa napisała Mama

Roztańczona brzózka – 49

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru. Pewnego razu, kiedy była tak maleńka, że przypominała bardziej krzaczek niż drzewo, przyleciał do niej motyl – przypudrowany zwiewnym pyłkiem cytrynowy przyjaciel lata. Motyl wdzięcznie unosił się w powietrzu i wyglądał, jakby był najszczęśliwszym stworzeniem na Ziemi. Brzózka uśmiecha się na to wspomnienie, a jej listki falują i delikatnie powiewają w powietrzu.

dla Maleństwa napisała Anna-Maria

Kropelka wody błyszczała – 5

Kropelka wody błyszczała na zielonym listku. Przyciągnęła uwagę jaszczurki. Jaszczurkę obserwowało dziecko. Mówiło do niej. A jaszczurka nic. Wydawało się, że ma dużo czasu. Dziecko już się prawie zniechęciło, ale jaszczurka w pewnym momencie porwała kropelkę swoim językiem.

Dziecko zapytało – „Dlaczego zwierzątko potrzebuje tak dużo czasu, by się napić?”. Dziadek odpowiedział, że nie wie, ale ta mała kropla jest dla tego gada dosyć dużą ilością picia i dlatego jaszczurka nie musi często pić.

dla Ewy napisał Adam

Roztańczona brzózka – 48

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru. Pewnego razu ujrzała na polanie dziadka z wnukiem. Chodził z nim po lesie. Zbierali grzyby. Wnuk podawał dziadkowi grzyb za grzybem. A dziadek mówił wnukowi, jak każdy grzyb się nazywa. Czy jest jadalny czy trujący. Te jadalne wkładał do koszyka i komentował – „To prawdziwek, to podgrzybek, a to maślak. Prawdziwki zamarynujemy, a maślaki babcia udusi w śmietanie i będzie pyszny sosik na obiad”. Po pewnym czasie, gdy koszyk był już pełen, dziadek powiedział do malca – „Chodź, chodź, wracamy do domu. Babcia będzie się cieszyć, gdy zobaczy maślaczki. Tak dużo ich nazbieraliśmy, że zadzwoni do mamy i taty i zaprosi ich na obiad, bo dla nich też wystarczy.

dla Maleństwa napisała Danuta Majorkiewicz