Droga, początkowo łatwa, stawała się coraz bardziej stroma i momentami zaczynała znikać. Tylko uważny wędrowiec mógł wypatrzeć jej ślady na górskim zboczu. Szczególnie trudno było tuż przed szczytem. Jednak, gdy się go już zdobyło, można było na kamieniu wyryć swoje imię, nazwisko i datę, żeby inni zdobywcy wiedzieli, że wędrowiec już tam był przed nimi. A przy okazji, niby przypadkiem, można było zrzucić z góry inne kamienie – z wcześniejszymi napisami.
Wiele osób zostawia swe oznaczenia na kamieniach na szczycie góry, nie zważając na to, że idąc pod górę, mijali wiele kamieni z wyrytymi nazwiskami i datami. Zastanawiali się nawet, po co ktoś miałby zostawiać kamienie w dolinie lub na zboczu góry. Teraz już wiedzą, ale zawsze można udawać, że kamienie poprzedników zostały strącone przez wiatr.
Pytanie – po co strącać te kamienie? Dla świadomości, że przez tylko przez chwilę pozostaną na samej górze, bo potem strąci je kolejny wędrowiec? Może warto zgodzić się na współdzielenie zwycięstwa? Zwłaszcza, jeśli zdobywamy szczyt olbrzymiej góry, który wcześniej, a może nawet dużo wcześniej, został zdobyty przez kogoś innego?
Autor: Ewa Damentka