Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich rodzina z psem. Pies wesoło merdał ogonem i czekał na zabawę w aportowanie. Jego pan w jednej ręce trzymał smycz, a w drugiej kijek. Dzieci chciały pójść na lody. Mama cieszyła się z tego wszystkiego, bo cała rodzina była razem. Ustalono, że najpierw dzieci poczekają z psem przed restauracją, a dorośli pójdą na kawę. Później dzieci pójdą na lody. Pies miał najgorzej, bo musiał czekać najdłużej. Zabawa w aportowanie miała miejsce na pobliskiej łące, oddalonej o dwa kilometry od Placu Ratusza
Autor: Adam