Kiedyś dawno dawno temu – 60

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. Czuł się zrealizowany, ale rozsądek podpowiadał, że przygoda dopiero się zaczyna. Radość i spokój dobrze wpływały jednak na plany najbliższych dni. Wielkich atrakcji nie będzie, bardziej radość dnia codziennego i oczekiwanie na kolejne etapy rozwoju w życiu dziecka.

dla Taty Maleństwa napisał Adam

Za górami za lasami – 18

Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami rosło drzewo. Wyróżniało się od innych wysokością, rozłożystością gałęzi i wielkością liści.

Niby takie samo, jak te wokoło, ale w ciut większej skali.

Mówimy – zrób trochę więcej niż trzeba. Jeżeli tak będzie, codzienne nadwyżki będą znaczne.

Autor: Adam

Przyszło nowe – 34

Przyszło nowe. Jedna chwila wystarczyła, by świat się zmienił… Kwiaty zakwitły, zrobiło się cieplej. Zapach traw i ziół na polanie był cudowny. Dzisiejszym spostrzeżeniem było falowanie łanów zbóż na wietrze. Ogromne obszary, które wyglądały jak falujące jezioro.

Autor: Adam

Za górami za lasami – 16

Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami rosło zagęszczenie ludzkości na metrze kwadratowym, co wywoływało zrozumiałą frustrację. „Napijmy się herbaty” – zaproponował mały chłopiec. Po przerwie na herbatę rozluźnione umysły znalazły nowe rozwiązania.. Jest ich zawsze dużo więcej, niż myślisz…

Autor: Ewa Majewska

Kiedyś dawno dawno temu – 59

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu, że wyrośnie na mądrego i dobrego człowieka, który będzie patrzył na ludzi i na świat Sercem. Dla którego będzie ważne nie tylko jego dobro, ale także dobro ludzi.

dla Taty Maleństwa napisała Danuta Majorkiewicz

Za górami za lasami – 15

Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami rosło rozłożyste, choć nieco zwichrowane drzewo o chropowatej korze i purpurowych liściach. Latem słońce przeświecało przez cienkie czerwone żyłki i drzewo mieniło się na wietrze odcieniami rdzy, cynobru i szkarłatu. Zimą czerwień w zwolnionym tempie opadała na śnieg, a soki pod chłodną korą przestawały krążyć i drzewo sprawiało wrażenie, jakby usychało na dobre. Ale potem zawsze następowało kolejne lato i drzewo szumiało rudą koroną, co roku większe i mocniejsze.

Autor: Justyna Czekała